Miałem taki okres że wieczory były dla mnie najgorsze. Wracałem z pracy niby wszystko w porządku ale w środku zaczynało się nakręcanie. Myśli typu „muszę coś wymyślić, muszę być kreatywny, każdy dzień powinien mnie przybliżać do sukcesu, przecież wszyscy tak robią”. Social media tylko jeszcze bardziej to potęgowały bo tam przecież każdy zakłada milionowe biznesy i codziennie zdobywa świat. A ja siedziałem w domu po pracy i nic. Zero genialnych pomysłów, zero planów na wielki projekt. I wtedy pojawiał się stres a czasem nawet lęk. Miałem poczucie że marnuję czas i że coś jest ze mną nie tak.
W końcu wymyśliłem coś prostego. Rytuał.
O 20 robię sobie herbatę. To jest dla mnie sygnał że dzień się skończył. Siadam z kubkiem, piję powoli i odpuszczam. Nie myślę już o pomysłach, projektach czy biznesach. To jest tak jakby zamknąć laptopa i wyjść z biura tylko że w głowie. Niby nic wielkiego ale dla mnie to ogromna różnica. Ten mały zwyczaj sprawił że wieczory są spokojniejsze. I nie mam już tego poczucia że muszę jeszcze coś udowodnić przed snem.
Herbata o 20. Moje oficjalne zakończenie dnia.
Maciek
Dodaj komentarz